módl się i nie ustawaj (Łk 18, 1)

 Dariusz Michalski SJ

Modlitwa i wspólnota – droga ku Bogu

 

 

Wprowadzenie

Życie duchowe jest zaproszeniem skierowanym przez Boga do każdego z nas, aby swoje życie zarówno w wymiarze indywidualnym jak i wspólnotowym przeżywać w relacji do Boga. Nie jest możliwe nawiązywanie i podtrzymywanie tej relacji w ciągu dnia, w ciągu tygodnia czy całego roku jeśli nie znajdziemy na nią szczególnych chwil zażyłości i bliskości. To tak jak w małżeństwie: małżonkowie potrzebują intymnych chwil przebywania ze sobą, wzajemnej rozmowy, słuchania i mówienia, chwil tylko dla siebie. Jeśli we wzajemnym przebywaniu ze sobą małżonków  cały czas towarzyszą im inne osoby jak dzieci, bliscy, przyjaciele i znajomi, a zabraknie chwil sam na sam to takie małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu. Niestety nasza relacja do Boga przypomina często takie właśnie nieudane małżeństwo: wokół nas cały czas są inni ludzie, sprawy do załatwienia. Może nawet rozmawiamy z Bogiem, ale nigdy sam na sam. Może się modlimy, ale wyłącznie we wspólnocie np. uczęszczamy na Eucharystię może nawet codziennie, ale boimy się medytacji czy innej formy przedłużonej osobistej modlitwy. Boimy się chwil sam na sam. Boimy się milczenia, większej zażyłości, bliskości i intymności z Bogiem. Z drugiej strony przeżywamy wewnętrzny konflikt, gdyż nasze wnętrze zostało tak stworzone, że nieustannie poszukuje i pragnie Boga. Na szczęście nie możemy zagłuszyć tej potrzeby w sobie. Nie umiemy jej z siebie wyrzucić raz na zawsze. Stąd nawrócenia niektórych osób po wielu, wielu latach, gdy ostatecznie przyznają rację swoim wewnętrznym pragnieniom i tęsknotom.

 

Dyscyplina modlitwy

Tomasz Merton powiedział kiedyś, że prawdziwa zmiana życia dokonuje się wtedy, gdy przyznajemy pierwsze miejsce modlitwie, samotności i milczeniu. Życie modlitwy jest konieczne by móc iść za Bogiem, a nie za sobą lub za złym duchem. Życie modlitwy wymaga pewnych zasad, tak jak wszystko do czego chcemy dojść, co chcemy osiągnąć. Ktoś mądrze powiedział: aby zło się rozwijało wystarczy nic nie robić. Ja bym dodał: zło się rozwija nawet wtedy, gdy działamy i służymy, ale gdy czynimy to bez zasad, gdy naszym działaniem nie kieruje dobry duch ale całkowita dowolność, albo inaczej wyłącznie przyjemność. Nie chodzi o surowość w przestrzeganiu zasad. One są  potrzebne jeśli modlitwa ma nas prowadzić do Boga i pomagać nam przekraczać nas samych. Nie wystarczy bowiem przyznać rację: tak, potrzebuję się modlić. To jeszcze za mało. Wraz z takim stwierdzeniem jest potrzebne uznanie: potrzebuję zasad, ram modlitwy, których będę się trzymał. I tu z pomocą przychodzą nam doświadczenia innych chrześcijan. Po pierwsze modlitwa musi być regularna. Ojcowie pustyni mówili, że człowiek, albo się modli cały czas, albo się wogóle nie modli. Żebyśmy jednak modli dojść do postawy nieustannej modlitwy jest nam potrzebny szczególny czas w ciągu dnia tak, jak to opisuje Henri Nouwen:

Jedynym rozwiązaniem będzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasięgnięcia rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozsądną porę, a gdy to zrobisz, trzymaj się jej za wszelką cenę. Uczyń z modlitwy swoje najważniejsze zadanie. Niech każdy wokół ciebie wie, że jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl się zawsze o tej samej porze. Ustal dokładne godziny i trzymaj się ich. Wyjdź od znajomych, kiedy zbliża się ta pora. Po prostu niech wtedy będzie dla ciebie niemożliwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawała ci się pilna, ważna i decydująca. Kiedy będziesz wierny temu postanowieniu, powoli się przekonasz, że nie ma sensu myśleć o wielu problemach, ponieważ i tak nie można ich rozstrzygnąć w tym czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wolnych godzin: Ponieważ nie mam teraz nic do roboty, mogę się modlić. I tak modlitwa stanie się równie ważna jak jedzenie i spanie; wolny czas, przeznaczony na to stanie się czasem uwalniającym, do którego przywiążesz się w dobrym sensie tego słowa.

A więc modlitwa wymaga dyscypliny, regularności. Modlitwa jest ćwiczeniem duchowym, które trzeba podejmować regularnie. Nie można modlić się tylko wtedy, gdy przyjdzie mi na to ochota. Gdy będziemy podejmować modlitwę jedynie w chwilach przyjemnych, gdy nam to będzie pasować i odpowiadać, to nie nauczymy się wytrwałości w dobrym, stawiania Boga na pierwszym miejscu. Łatwo jest stanąć przy Bogu, gdy wszystko idzie łatwo i przyjemnie. Trudno staje się przy Bogu, gdy wszystko wokół nas temu się sprzeciwia, ale to właśnie jest wierność, to właśnie jest wyrabianiem w sobie cnoty. To właśnie jest umniejszaniem siebie, swojej woli, po to, by On mógł w nas wzrastać. Jest to postawa robienia Bogu miejsca w nas samych w porę i nie w porę, to co tak pięknie określił ks. Twardowski pisząc: do Boga się idzie odchodząc od siebie. Tego możemy uczyć się ćwicząc się duchowo, podejmując dyscyplinę modlitwy w wyznaczonych uprzednio na to porach.