Wspólnota w misji nr 74

Listy do nas Kilka myśli od...

o. Dariusz Michalski SJ

Warszawa-Falenica, 29.11.2006

 

Pierwszy krok do wprowadzenia zmian jest możliwy,

gdy uznam, że modlitwa, cisza i samotność

mają najwyższą rangę w moim życiu.

Tomasz Merton

 

Drodzy   Członkowie   Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego,

O.D.MichalskiKiedy dwa lata temu przygotowy­wałem spotkanie dla młodych jezui­tów na temat wypalenia, jeden ze starszych ojców zasugerował, żebyś­my zastanowili się dlaczego Jan Paweł II - choć był osobą niezwykle pracowitą, pełną zajęć, wyjazdów,spotkań - nie przeżywał i nie do­świadczał zjawiska wypalenia w swo­jej funkcji ojca wszystkich chrześcijan. Pamiętam, że to pytanie bardzo mnie wtedy poruszyło.

Zjawisko wypalenia zawodowego może dotknąć nas nie tylko w wymia­rze naszych codziennych zajęć, ról i funkcji, ale także w kwestii naszej relacji z Bogiem, naszej duchowości. Myślę, że kluczem do zrozumienia tego problemu jest stwierdzenie HenriNouwena, że termin „wypalenie" to w psychologii wygodny sposób na określenie śmierci duchowej. Kiedy doświadczamy przeciągających się trudności w naszej relacji z Bogiem, nie tylko na modlitwie, lecz także w relacji ze wspólnotą, w codziennych relacjach z ludźmi, najbliższymi, to warto postawić sobie pytanie, czy przypadkiem problemem nie staje się właśnie owe wypalenie. Dalej warto zapytać o przyczyny takiego stanu.

Powróćmy jeszcze raz do osoby Jana Pawła II. Był papieżem, który codziennie odbywał dziesiątki spot­kań, pracował nad encyklikami, wiele podróżował, ale zawsze pośród swo­ich spraw znajdował czas na modlitwę, na przebywanie z Bogiem. Powiedz­my to wprost: modlitwa to jedyne zabezpieczenie naszego życia, na­szej zdrowej egzystencji i dobrych relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z samymi sobą. Bez regularnego, codziennego czasu na modlitwę na­sze życie będzie ulegało stopniowej (na początku niewidocznej) degrada­cji, aż ostatecznie może doprowadzić do stanu depresji, wypalenia, total­nego zniechęcenia czy też braku chęci do życia.

Chciałbym zachęcić Was, abyście postawili sobie pytanie: czy formacja, w której uczestniczycie na drodze Wspólnoty Życia Chrześci­jańskiego prowadzi Was do większej zażyłości z Bogiem właśnie poprzez doświadczenie modlitwy?

Wydaje mi się, że przyznając się do duchowości ignacjańskiej, bardzo często kładziemy przesadny nacisk na wymiar aktywności czy też służby, a po prostu zapominamy o modlitwie. Zapominamy, że zawołaniem ducho­wości ignacjańskiej jest bycie kontemplatywnym w działaniu. Już nawet sama kolejność terminów zwraca naszą uwagę na pierwszeństwo modlitwy w sensie jej nieodzowności.

Dzisiaj łatwiej jest nam być „w dzia­łaniu" niż „kontemplatywnym", bo to jest bardziej po myśli świata, w któ­rym żyjemy i kultury, która nas ota­cza. Jest to kultura stawiająca na samorealizację człowieka, jego roz­wój, generalnie rzecz biorąc - na działanie i aktywizm. Wydaje mi się, że wiele przypadków wypalenia po kilku, kilkunastu latach bycia w WŻCh może być spowodowanych prze-akcentowaniem wymiaru posługi, działania, aktywności. Na pierwszym miejscu mamy być ludźmi ducha,ludźmi modlitwy. Cóż z tego - mogli­byśmy powiedzieć, parafrazując sło­wa św. Ignacego - że codziennie zajmuję się wielkimi sprawami, jes­tem w centrum ważnych wydarzeń, robię wiele, dużo pracuję, skoro wie­czorem nie mam już nawet sił na rachunek sumienia, czy też po prostu na krótki akt wdzięczności Bogu za swoje życie? Cóż z tego, że człowiek cały świat zyska, a na swej duszy szkodę poniesie?

Dlatego niezwykle ważne jest doświadczenie modlitwy wspólnoto­wej, wspólnej medytacji, rozważania w trakcie spotkań we wspólnotach podstawowych oraz dzielenia się po modlitwie. Równie ważne jest znale­zienie czasu w swoim rocznym pla­nie zajęć na rekolekcje ignacjańskie albo przynajmniej na jakąś sesję for­macyjną.

Odwołując się do doświadczenia codzienności, trzeba jednak uznać za najważniejszą codzienną regular­ną modlitwę - czas na codzienne sycenie się Bożą Miłością.

Jeśli ktoś w ten sposób przeżywa swoje powołanie do WŻCh, to będzie skarbem dla wspólnoty. Być może nie będzie czynił wielkich rzeczy, nie będzie pełnił wielkiej posługi, ale będzie miał serce otwarte na Boga i drugiego człowieka. Serce wyrozu­miałe, cierpliwe, nieskore do gniewu, łagodne... Czyż nie takich ludzi po­trzebujemy wokół siebie? Zajrzyj więc w swoje serce i zobacz, czy jest ono domem spotkania z Bogiem, miejscem, gdzie zmieszczą się rów­nież sprawy i problemy innych, nie tylko twoje własne. Jeśli mówimy dziś o kryzysie w WŻCh, to czy przypad­kiem jego korzenie nie sięgają brakucodziennej, osobistej modlitwy po­szczególnych członków wspólnoty?

Człowiek, który uznaje koniecz­ność codziennej regularnej modlitwy jest człowiekiem pokory, który uznaje niewystarczalność i ograniczoność swoich sił. Bez Boga nic nie możemy uczynić. Tak mówi Biblia, a to czy się z tymi słowami zgadzamy czy też nie, widać po naszym stylu życia, po na­szym sposobie codziennego funkcjo­nowania - czyli m.in. dbaniu o czas i miejsce na spotkanie z Bogiem lub zarzucaniu tej praktyki. Praktyki spot­kania i dialogu z naszym Panem i Stwórcą Być człowiekiem co­dziennej modlitwy, to znaczy być tym, który zna i akceptuje swoją słabość, swoje granice, swoje ograniczoności. Każdy z nas ma swoje ograniczenia, ale dopiero kiedy je uznamy i zaak­ceptujemy możemy za­cząć żyć w pełni i radoś­nie. Jeśli prowadzimy ży­cie, w którym nie szanu­jemy potrzeby odpoczyn­ku i potrzeby modlitwy -oznacza to, że przekra­czamy ważne granice, a to wcześniej czy póź­niej odbije się na naszym życiu osobistym, rodzin­nym i w końcu wspólno­towym.

To, co dzieje się w twoim życiu du­chowym nie jest wyłącznie twoją osobistą sprawą. Sądzę, że doświad­czają tego i rozumieją szczególnie mocno osoby po Przymierzu. Jeśli przychodzisz na spotkanie z zaple­czem swojej codziennej modlitwy wiesz dobrze, ile możesz dać innym. Jeśli przychodzisz na spotkanie jak topielec, który ma nadzieję, że za­czerpnie powietrza, by znów zanu­rzyć się w zabójczy wir swoich zajęć i obowiązków, wiesz, że będziesz dalej żył w iluzji swojej „poprawnej pobożności", pobożności minimum. A przecież św. Ignacemu nie chodziło o minimum, ale o magis czyli byciekontemplatywnym w działaniu.

W naszym życiu chodzi o har­monię i równowagę, którą może nie zawsze daje się utrzymać, ale do której winniśmy dążyć i zakładać ją jako podstawę naszego dobrego ży­cia. Mam tu na myśli równowagę między trzema elementami: pracą,odpoczynkiem i modlitwą. Jeśli pracę stawiasz na pierwszym miejscu, to zawsze musi się to odbić na pozosta­łych dwóch elementach. Ale jak dłu­go można tak funkcjonować?

Rozpoczyna się czas Adwentu. To dobry czas, by przyjrzeć się swemu życiu, swojej pracy, obowiązkom ale także odpoczynkowi i modlitwie. To dobra okazja do podjęcia konkret­nych, stopniowych i potrzebnych zmian w swoim życiu, by otworzyć Bogu drogę do swego serca, do swojej wspólnoty podstawowej. By żyć w radości i pokoju serca.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć Warn jak najlepsze życzenia. Przede wszystkim bliskości i zażyłości z Bogiem, głębokiej przy­jaźni z Nim, a także radości w poko­rze i akceptacji swoich ograniczeń. Ograniczeń, które Jezus uznał także za swoje, o czym przypomina nam rodząc się w betlejemskiej stajence, a o czym pisze pięknie ks. Jan Twardowski:

Grudzień choinka

Osioł zaszczycony

Wół zarozumiały

Tylko Bóg się nie wstydzi

Że jest taki mały

Z pamięcią i modlitwą,

o. Dariusz Michalski SJ

Asystent Krajowy WŻCh

 

Ps. Osobom, które chciałyby przyjrzeć się głębiej tematowi bycia kontemplatywnym w działaniu oraz wypaleniu polecamartykuł Wilfrida Stinissena OCD: Kon­templacyjne nastawienie do życia, który można znaleźć w Intemecie.