O.  Aleksander  Jacyniak  S J


KRYZYSY   W   ŻYCIU   LIDERA



Wprowadzenie

Upraszczając  można  powiedzieć,  że  lider  z  rzeczywistością   kryzysu  spotyka  się  na  dwojakiej  płaszczyźnie: sam  przeżywa  niejeden  osobisty  kryzys  pośród  pełnienia  posługi  lidera,  odpo­wiedzialnego, animatora,  ale jednocześnie  angażując  się  w  tę  posługę  niejednokrotnie  i w  różnych  formach  spotyka  się  z  kry­zysami  tych, dla  których  i  pośród  których  jest  liderem. W  poniższych  refleksjach  będę  starał  się  mieć  na  względzie właśnie  te  dwie płaszczyzny, na  których  lider  spotyka  się, czy wręcz  bory­ka  z  rzeczywistością  kryzysu [1]

Polskie słowo "kryzys" pełne jest pesymizmu, wywołuje ono niemal natychmiast skojarzenia bardzo negatywne, dotyczące jakichś dramatów, bolesnych zakrętów w naszym życiu. Nierzadko rodzi się w człowieku pokusa jakiejś panicznej ucieczki na samą myśl o kryzysie. Jednak nie tak było na początku. Polskie słowo kryzys urobiono,  jak w większości języków nowożytnych, od greckiego słowa krisis. To greckie krisis posiada bardzo wiele różnych znaczeń; krisis to siła rozróżniająca, oddzielenie, wybór, spór, preferencja, sąd, kontestacja, potępienie, znalezienie rozwiązania, wyjaśnienie, interpretacja itd.
Wychodząc od wielości pierwotnych znaczeń terminu "kryzys" i wnikając w jego sedno można wyszczególnić kilka  jego rysów charakterystycznych;  kryzys  jest  to:
-    doświadczenie pozytywne, a nie negatywne, doświadczenie otwierające przed człowiekiem nowe horyzonty, nowe per­spektywy;
-    doświadczenie, przez które przechodzi każdy człowiek, nie ma człowieka, który byłby wolny od przejścia przez kryzys;
-    doświadczenie powiązane ze światem wartości i światem decyzji człowieka (pośród kryzysu objawia się ta hierarchia wartości, którą człowiek naprawdę uznaje; w powiązaniu z kryzysem człowiek musi nierzadko podjąć jakąś decyzję. Czasami nie podejmowanie decyzji  jest ucieczką przed wyj­ściem z kryzysu);
-    doświadczenie najbardziej ostre, przez które przechodzi człowiek, to miejsce walki człowieka, miejsce ludzkich zmagań.

Kryzys na kartach Biblii

Gdybyśmy chcieli przeanalizować wszystkie po grecku napisane fragmenty Biblii, zauważylibyśmy, że pojawia się  tam od czasu do czasu słowo krisis, ale ani razu nie jest ono użyte w znaczeniu takim, jakie my nadajemy temu słowu. Czy je­dnak rzeczywistość kryzysu jest nieobecna na kartach Bi­blii?  Nie, wręcz przeciwnie, na  kartach Pisma św. nieustannie powraca problem kryzysu. Ktoś słusznie powiedział, że ludzie przeżywający kryzys zaludniają świat Biblii. Człowiek przechodzący przez kryzys zamieszkuje stronice Biblii. Popatrzmy na kilka takich właśnie kryzysów. W języku bibli­jnym rzeczywistość kryzysu jest jakąś próbą, każda próba jest jakimś doświadczeniem. W związku z tym te trzy terminy możemy traktować jako terminy zbieżne: kryzys, próba, doświadczenie. W ten sposób poszerza się nam spojrzenie na kwestię, czym jest kryzys w Biblii. Przyjrzyjmy się tylko kilku przykładom.

Spójrzmy  na  Abrahama [2].   Pośród swego życia musi on przejść przez niejedną ostrą próbę, ostre doświadczenie, ostry kryzys. Najpierw Bóg mówi mu: "Wyjdź z twojej ziemi rodzin­nej i z domu twego ojca do kraju, który ci wskażę" (Rdz 12, l).  Po to, by tę nową ziemię zyskać, ma porzucić tę ziemię,  którą posiada. Ma stać się prawie nic nie posiadającym pielgrzy­mem. To jest problem, przed  którym staje Abram. Ale nie ty­lko na tym polega jego próba. Zadaje on sobie też pytanie: dobrze, wyruszę,  ale kiedy tę ziemię nową ujrzę: za miesiąc, za rok, za lat 40, a może wcale, gdyż może tej ziemi nie ma? Może to wszystko, co słyszę, jest tylko jakimś złudzeniem, ja­kąś iluzją, zwłaszcza że ten sam głos mówi: "Uczynię z cie­bie wielki naród" (Rdz 12,2a),  a przecież stary Abram i jego niepłodna żona nie mają wcale dzieci...  Zawierzyć więc lu­dzkiej logice, czy temu nielogicznemu głosowi.  Przed taką próbą staje Abraham. Ale nie tylko na tym polega cały trud tej próby. Gdy pyta: "Dobrze, wyruszę, pójdę, ale co będzie dla mnie drogowskazem?  Co będzie dla mnie znakiem, że mam iść w tym kierunku, a nie w tamtym?"  Drogowskazem mogły być dla niego tylko gwiazdy na niebie.  "One są, ale tylko w nocy. Są, ale widzę je nie w każdą moją noc, nie mogę ich dotknąć, nie należą do mnie".  Tak delikatne, tak słabe, tak nie­uchwytne znaki zdaje się dawać Bóg tym, którzy przechodzą przez czas próby. To jest jedna próba, doświadczenie, kryzys, przez który przechodzi Abraham.

Próba następna. Abraham do nowej ziemi już dotarł i ma już syna. I oto nagle Bóg mówi mu: "Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze" (Rdz 22,2). Pominiemy tu ten aspekt, czy jest to biblijny głos w dyskusji toczącej się w ówczesnym świecie na temat tego, czy można bogom składać ofiary z istot lu­dzkich. Przyjmijmy ten tekst w całym jego tragicznym wymiarze. Jaki Bóg jawi się wówczas Abrahamowi? Ten Bóg zdaje się być Bogiem -  tyranem, żądnym krwi, krwiożerczym, pastwią­cym się nad starym człowiekiem, który dochodzi kresu swoich dni. Ma się wrażenie, że jest to Bóg spragniony ludzkiego bó­lu, przeogromnego bólu. Ale może nie to jest tutaj najtragiczniejsze. Ten Bóg  jawi się tu także  jako Bóg nielogiczny,  Bóg przeczący samemu sobie. Bo przecież ten Bóg obiecał  "Z ciebie wyrośnie wielki naród" (por. Rdz 12,2a). "Mam jedynego syna; tylko z niego może wyrosnąć ten naród i oto teraz  tego jedynego syna ten sam Bóg, dawca obietnicy, każe mi własnoręcznie uśmiercić".

Tak przeżywa często obecność, świadomość Boga czło­wiek, który przechodzi przez bardzo ostry kryzys. Bóg zdaje się być Bogiem potwornym, żądającym stanowczo za wiele, domagającym się ofiary zbyt wielkiej, której sensu się nie rozumie. Wydaje się być  Bogiem  absolutnie  nielogicznym,  który  przeczy samemu  sobie,  Bogiem,  który zapomniał o swej miłości do człowieka. I  pośród  kryzysu może rodzić się przekonanie:  nie, nie jest rzeczą możliwą pozostawać wiernym takiemu Bogu, On musi to zrozumieć, że domaga się czegoś, co jest ponad siły człowieka. To tylko dwa kryzysy w życiu jednego człowieka z kart Biblii.

W Piśmie św. pojawiają się jednak opisy kryzysów nie tyl­ko poszczególnych ludzi, ale także całego narodu. Spójrzmy choćby na problem  niewoli babilońskiej.  Naród Wybrany wierzy: nasz Bóg  jest Bogiem jedynym. Nie ma innych bogów, a jeżeli nawet istnieją, to są niczym w porównaniu z naszym Bogiem. I oto nagle jedyna świątynia Jedynego Boga legła w gruzach, a członkowie narodu, który wierzy w Jedynego Boga,  są brani do niewoli. Zaczynają wówczas zadawać sobie pytanie: Gdzież jest nasz Bóg? Czy nie jest tak, że nasz Bóg  jest Bogiem Jedynym? Czy są inni bogowie  silniejsi od nasze­go Boga? Czy może nasz Bóg nie istnieje, bo gdyby istniał i gdyby był najpotężniejszy, nie pozwoliłby zamienić w ruinę swojej świątyni i nie pozwoliłby na deportację swego ludu do kraju niewoli...  Próba, doświadczenie, kryzys,  przez które przechodzi cały naród.

Można by było,  wertując  karty  Starego Testamentu,  opisy­wać próby,  doświadczenia, przez które przeszli pierwsi rodzice, Mojżesz, Dawid, Hiob prorocy, itd. Popatrzmy jednak te­raz na kilka form kryzysów, które jawią się na kartach  Nowe­go Testamentu.

Postacią, która staje na pograniczu Starego i Nowego Testamentu jest  Jan Chrzciciel.  Popatrzmy, jaki jest to człowiek i jakie jest jego powiązanie ze światem próby i kryzysu. Mówiąc najogólniej Jan Chrzciciel jest tym, który innych wprowadza w kryzys. On, który do ogromnej przejrzystości i jednozna­czności w życiu prawdą dorastał pośród surowości pustyni, nie oszczędza innym słów bardzo ostrych, wręcz brutalnych. Mó­wi wprost: "plemię żmijowe" (Mt 3,7; Łk 3,7). To przyrówna­nie człowieka do świata płazów i gadów nie jest żadnym pochlebstwem wobec człowieka. Ale poprzez stwierdzenia tak ostre, wręcz tak brutalne, Jan Chrzciciel chce zerwać ma­ski, które ludzie sobie nałożyli. Chce niejako dokopać się do tego, co pozostało jeszcze prawdziwe, otwarte na prawdę w tych ludziach. Może być czasami tak, że funkcją człowieka jest wprowadzanie drugiego człowieka w twórczy kryzys, w kryzys wyzwalający, pozwalający wyjść z "ziemi niewoli", porzucić "ziemię zniewolenia".

Popatrzmy na postać  Jezusa Chrystusa.  On sam prze­szedł przez niejeden kryzys, niejedną próbę, niejedno do­świadczenie. Od momentu narodzin aż po śmierć. On,  Mesjasz,  rodził się jako ubogi, wręcz nędzarz w stajni...  Potem była ucieczka do Egiptu, podczas której On,  Pan Wszechświata, przez którego i dla którego wszystko zostało stworzone, na tej ziemi musiał doświadczyć także losu uciekiniera. Potem - zagubienie w świątyni, gdy był dwunastoletnim chłopcem. Przyszło następnie trudne doświad­czenie pustyni, trwające 40 dni,  będące niejako odbiciem, zwier­ciadłem historii 40-letniego podążania przez pustynię Narodu
Wybranego, będące także doświadczeniem jej nicości, jej spiekoty oraz także czasem kuszenia. Pojawiły się następnie starcia z faryzeuszami, z różnymi przeciwnikami aż do ostate­cznej próby, ostatecznego dramatu, jakim był dramat krzyża. Skoro sam Jezus przeszedł przez niejedną sytuację krytyczną, oznacza to, że tym bardziej żaden z Jego uczniów nie będzie wolny od przejścia przez  różnego  rodzaju  doświadczenia,  próby w swoim życiu.

Gdy jednak patrzymy na Jezusa tak, jak nam się jawi na kartach Ewangelii, widzimy, że nieraz sposób Jego zachowania jest także próbą, doświadczeniem stwarzanym Jego uczniom.

Popatrzmy na taką sytuację: uczniowie płyną w łodzi, na­gle zaczyna się burza, a Jezus śpi (por. Mt 8,23-27; Mk 4,35-41; Łk 8,22-25). W końcu budzą Go i mówią: "Panie, ratuj, giniemy!" (Mt 8,25),  "Nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" (Mk 4, 38). Właśnie tak przeżywa świadomość bliskości Pana Jezusa człowiek, którym miotają fale, w które­go życiu piętrzy się jakaś potwornie ostra burza, człowiek, któ­ry traci panowanie nad sterem swego życia: Panie, ja tonę, a Ciebie to nic nie obchodzi?!  Ja tonę, a Jezus sobie najzwy­czajniej śpi,  jak gdyby nic Go to nie obchodziło.

Inne doświadczenie. Kiedyś Jezus idzie po jeziorze  (por. Mt 14,22-33 ;Mk 6,45-52; J 6,16-21). Łódź, w której są uczniowie, miotana jest falami, bo wiatr jest przeciwny. Właśnie wtedy Jezus jawi się jako zjawa i Piotr mówi: "Jeżeli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie" (Mt 14,28).  I  Jezus na to pozwala.  Piotr idzie przez jakiś czas,  dopóki  swój  wzrok  ma  utkwiony  w  Jezusie.  Ale, gdy zaczyna go ogarniać trwo­ga, gdy zaczyna widzieć, że wzmaga się wicher, że on rzeczywiście idzie po wodzie, wtedy zaczyna tonąć. Tu może­my znaleźć sugestię odnośnie tego, gdzie ma być utkwiony wzrok i nakierowane serce człowieka, gdy przechodzi przez "niepewny grunt", gdy porusza się pośród horyzontu niepewności,  gdy łódź jego życia miotana jest falami, gdy trze­ba iść pod wiatr. W sytuacjach próby, doświadczenia, jeżeli mój wzrok jest utkwiony w tej Skale, którą jest Jezus, wte­dy dojdę. Jeżeli ogarnia mnie natomiast z jakiegoś powodu trwoga, wówczas mogę zacząć tonąć. 

Jeszcze inny kryzys – kryzys Piotra  (por. Mt 26,69 - 75; Mk 14,66-72; Łk 22,54-62; J 18,15-27). Przyjrzenie się je­go kryzysowi może być też dla nas pomocne - dlaczego? Piotr trzykrotnie zaparł się Jezusa. Na tym polegał największy chy­ba kryzys, przez który przeszedł w swoim życiu. O czym ten jego kryzys może nas pouczać? Otóż o tym, że czasami ktoś uprzedza o nadejściu kryzysu. Piotr mówi do Jezusa: "Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. (...)  Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie" (Mt 26,33. 35). "Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć" (Łk 22,33). Mnie możesz być pewien na sto procent. I wtedy Jezus mówi mu: Piotrze, nie bądź taki pewny siebie. Ale ten człowiek tego nie zrozumie, dopóki nie upadnie. Wtedy dopiero zobaczy, jak wielka jest jego małość.

W życiu człowieka też często tak bywa.  Ktoś mówi: słuchaj, nie pakuj się w tę sytuację, to przerasta ciebie, to nie jest na twoje siły, nie poradzisz sobie, nie bądź takim "pewniakiem" - a jednak wchodzę w to i dopiero potem widzę, że jest to doświadczenie przekraczające moje możliwości, że ono mnie przerasta.

I ostatni już kryzys z kart Biblii – kryzys Judasza.  Jest to kry­zys pełen pesymizmu... Wiemy, czym się skończył. Nawet jednak z tego przepojonego pesymizmem kryzysu możemy się wiele nauczyć. Bo na czym między innymi polega dramat kryzysu Judasza? Otóż myślał, że zdradzając Jezusa coś zyska, i rzeczywiście zyskał, zyskał trzydzieści srebrników. Ale rodzi się pytanie, czy nie stracił niepomiernie więcej? W życiu ludzkim też tak czasami bywa. Mówię: muszę pójść na ten kompromis, muszę coś stracić, bo wiem, że coś zyskam. I tak idzie się na kompromis większy, coraz większy. Coś człowiek zyskuje, ale trzeba zadać sobie pytanie, czy nie traci pośród tego niepomiernie więcej, czy nie wchodzi w przesadny konflikt z własnym sumieniem, czy nie dusi w sobie jego głosu? Czy życie człowieka nie podąża w stronę jakiegoś absurdalnego budowania na kłamstwie, obłudzie, wygryzaniu innych itd.?

Dlaczego  ten  dłuższy  passus  na  temat  kryzysu  w  Biblii?

Po prostu dlatego, że we własnym przeżywaniu kryzysu i w niektórych formach towarzyszenia komuś, kto przechodzi przez kryzys, można skorzystać z pomocy Pisma św.  Biblia jest Księgą życia i możemy w niej zobaczyć świat naszych problemów i znaleźć także klucz do ich właściwego zrozumie­nia. Zobaczyć, że nie ja pierwszy i nie ostatni przechodzę przez jakiś ostry kryzys i znaleźć pomoc w jego zrozumieniu. Pismo św., ukazując ludzkie doświaczenia kryzysu, przekazuje nam mądrość mogącą bardzo pomóc we właściwym, Bożym przechodzeniu przez kryzys w moim życiu lub też w życiu tych, z krórymi spotykam się jako lider.

Rodzaje kryzysów

Nie jest rzeczą możliwą wyszczególnienie wszystkich rodza­jów kryzysów, z którymi może się spotkać lider. Zarysuję więc w formie szkicowej tylko niektóre spośród nich. Niech to pobieżne wymienienie niektórych rodzaj ów kryzysów posze­rzy horyzont naszego spojrzenia na rzeczywistość kryzysu.

1.    Kryzys sacrum
Na czym polega ten kryzys? Może on być przeżywany dwo­jako:

  •  Niektórzy z nas to ludzie, którzy na co dzień ocierają się o jakieś sacrum.  Mieszkam pod tym samym dachem, pod któ­rym znajduje się Jezus Eucharystyczny. Codziennie sprawuję Eucharystię, sakramenty. Ocieram się o tabernakulum codziennie, czy niemal codziennie. I to może mi najzwycza­jniej spowszednieć. Gdy nagle uświadamiam sobie, że tu prze­cież jest realnie obecny Jezus Chrystus, gdy z trwogą pytam, jak mogło mi to wszystko spowszednieć, jak mógł mi spowszednieć Bóg i Jego sprawy, z tego może zrodzić się kryzys - pierwsza forma kryzysu  sacrum;
  •  Kryzys sacrum może być jednak przeżywany jeszcze inaczej. Mogę dostrzegać, że w świecie, w którym żyję, wie­le jest form grabieży w świątyniach, profanacji Eucharystii czy relikwii świętych, wybryków satanistycznych, bardzo wulgarnych ataków w pracy, na ulicy, w środkach społecznego przekazu na wartości najświętsze dla ludzi wierzących. I mo­gę zadawać sobie pytanie - gdzie jest nasz Bóg? Czy On te­go nie widzi, nie słyszy? A jeżeli to wszystko widzi i słyszy, to dlaczego nie grzmi? Dlaczego nie ujmie się za swoimi wybra­nymi, za swoim ludem?


2.    Kryzys etyczny
W ten kryzys wprowadza mnie grzech, który może być przeżywany dwojako:
a)  Jako jeden przygniatający epizod, np. przydarzyło mi się jakieś wielkie kłamstwo, jakieś wielkie oszustwo. Zdobyłem się na jakąś szalenie wielką kradzież, czy też popełniłem jakiś wielki grzech natury seksualnej. I potem nie poznaję siebie. Mówię: to niemożliwe, żebym ja popełnił aż tak wielki grzech. Wystarczy  jeden wielki grzech, który całkowicie powala mnie na ziemię wchodzę w kryzys.
b)  Jako pasmo grzechów następujących po sobie. Biblij­nym przykładem wchodzenia w tego typu kryzys etyczny jest  Dawid  (por. 2 Sam 11,2-12,23). W pewnym momencie dostrze­ga On kąpiącą się kobietę, Batszebę i zaczyna jej pożądać, Pojawia się grzech w sferze jego myśli, pożądania, grzech relatywnie nieduży w porównaniu z następnymi. W konse­kwencji pojawia się jednak grzech większy, grzech seksualny z tą kobietą. Potem jeszcze większy. Dawid, gdy zorientował się, że Batszeba jest brzemienna, sprowadza jej męża, Uriasza, z terenu walk wojennych, by powrócił do swego rodzinnego domu, żeby nie było problemów z ojcostwem. Gdy jednak Uriasz, ze względu na solidarność ze swymi współtowarzysza­mi walk, nie chce pójść  do swego domu,  gdy nie pomaga upicie go przez Dawida, wówczas każe tego człowieka oddelego­wać na miejsce walki i pozostawić osamotnionego tam, gdzie bitwa będzie najbardziej zaciekła, by zginął. I rzeczywiście Uriasz ginie. Dawid jest odpowiedzialny za jego śmierć. Każdy następny grzech tuszuje poprzedni i jest od niego większy. Kiedyś ten łańcuch grzechów musi zostać przerwany. Przychodzi  prorok Natan, objawia się z druzgocącą mocą głos sumienia i człowiek wtedy uświadamia sobie,  jak bardzo pobłą­dził, w jak wielki wszedł kompromis ze złem, jak bardzo stoczył się na dno i dał się wciągnąć w spiralę ciągle wzrastającego zła.

3.   Kryzys instytucjonalny
Każdy z nas przynależy, bądź też ma kontakt z jakąś instytucją. Taką instytucją jest zakład pracy, firma, partia polityczna, ugrupowanie społeczne,  Kościół, diecezja, parafia, zakon, zgromadzenie zakonne, seminarium itd. Gdy ta insty­tucja, do której należę albo z którą mam kontakt, przeżywa kryzys, to nie może on nie dotykać mnie. Jeżeli zakon, do którego przynależę, przeżywa kryzys, to on jakoś odbija się i na mnie. Jeżeli zakład pracy przeżywa bardzo trudny czas, ma być np. prywatyzowany, a w efekcie prywatyzacji zwolnionych zostanie 20%   załogi, to jako odpowiedzialny, czy współodpowiedzialny za ten zakład nie mogę powiedzieć, że problem tych, którzy w krótkim czasie mogą znaleźć się ja­ko bezrobotni na bruku, mnie nie dotyczy.

4.    Kryzys tożsamości
Rodzi się z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na pytanie:
"Kim jestem?" Kim jestem jako człowiek, jako student, pracownik, odpowiedzialny, lider, itd.?

5.    Kryzys postaw
Rodzi się on z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na pytanie, jaką postawę zachować:

  • wobec różnych instytucji, partii, grup, wspólnot, stowarzy­szeń;
  • wobec zachodzących przemian;
  • wobec świata, którego bieg zdaje się być coraz bardziej gwał­towny.


6.    Kryzys misji
Ten z kolei rodzaj kryzysu rodzi się z nieumiejętności znalezienia odpowiedzi na pytania: 
-jaką misję podjąć w naszym i moim "tu i teraz?"

  • w co się zaangażować, a w co nie?
  • z czego zrezygnować?
  • za jakim nowym wyzwaniem pójść, za jakim nie?

-jak otworzyć się na to novum, które niesie dzisiejszy świat? 
-jak odważnie poszukiwać, nie ignorując historii, ale wytyczając jednocześnie drogi, które mają być drogami na dziś i na jutro? 
-co robić, by nie skostnieć w strukturach, normach, przesłankach, regułach wypracowanych w przeszłości?

7.   Kryzys wspólnoty
Kryzys wspólnoty rodzi się wówczas, gdy uświada­miam sobie, że wspólnota do której należę, którą współtwo­rzę, czy też przewodzę jej, nie jest dla mnie czymś istot­nym. Wtedy zaistnienia we wspólnocie poszukuję gdzieś w innym kręgu, poza małżeństwem, rodziną, seminarium, kapłaństwem, zakonem. To poszukiwanie możliwości spełnie­nia się poza wspólnotą, w której jestem, na początku wy­gląda zazwyczaj bardzo niewinnie, ale różnie może się skoń­czyć.

8.    Kryzys bliźniego
Drugi człowiek stał się moim przyjacielem, powiernikiem. Doświadczyliśmy piękna spotkania na linii: człowiek - drugi człowiek. Między nami nie było żadnych tajemnic, odkryłem się przed nim zupełnie, powierzyłem się całkowicie w jego ręce. I nagle ten drugi człowiek mówi: "Między nami wszystko skończone, idź sobie swoją drogą". Bardzo ostry kryzys prze­żyty właśnie na linii spotkania ja - ty może zablokować po­tem bardzo skutecznie wszelkie relacje międzyosobowe. Człowiek będzie pragnął odtąd być jakąś "samotną wyspą" i to oczywiście będzie jeszcze bardziej pogarszało jego stan.
Posługa lidera jest nierzadko powiązana ze szczególnym wymiarem samotności. Nawet lider pozostający ciągle na świeczniku, bardzo popularny, cieszący się wielkim autorytetem
jest osobą w szczególny sposób doświadczającą samotności. W jego życie wpisuje się nieraz niesamowity krzyż samotności: niemożność podzielenia się poczuciem ciężaru sprawowanej funkcji, trudność w mówieniu o swoich dylematach, niemożność podzielenia się z innymi swoimi słabościami itd.

9.   Kryzys wartości (przewartościowania)
Biblijnym przykładem przejścia przez tego rodzaju kryzys może być historia Szawła. Był on głęboko przekonany, że prze­śladując chrześcijan służy Bogu, że oddaje Mu cześć, że oczy­szcza teren Ziemi Świętej z tej "sekty". Musiał być w sposób dosłowny powalony na ziemię i wraz z tym powaleniem na ziemię musiała runąć jego dotychczasowa hierarchia wartości, po to, żeby zaczął budować nową. Szaweł musiał w sposób dosłowny oślepnąć po to, żeby przejrzeć naprawdę. Bardzo zbieżne jest to powalenie na ziemię Szawła i św. Ignacego. Moment kryzysu tak dla Szawła jak i dla Ignacego stał się momentem zwrotnym w ich życiu.
Z tym kryzysem wartości czy przewartościowania możemy się spotkać nieraz w tej naszej rzeczywistości, gdzie coraz bar­dziej uwidacznia się polaryzacja stanowisk, zapatrywań, poglą­dów itd.
O tym, jak często on występuje, przekonałem się osobiście podczas moich zaangażowań duszpasterskich za wschodnią granicą, zwłaszcza gdy udzielałem rekolekcji w Seminarium Duchownym w Grodnie czy też gdy udzielałem Ćwiczeń Duchownych pod Kijowem. Tam niektórzy mówili mi: "Proszę ojca, w moim dzieciństwie, w mojej młodości byłem sztandarowym ateistą. Nauczyciele stawiali mnie za wzór. Wyśmiewałem wszystkich wierzących. Uważałem, że są naprawdę głupi ci wszyscy, którzy wierzą w j akiegoś Boga.  I przyszedł moment, w którym zrozumiałem, że to wszystko, w co wierzyłem, jest bzdurą, że zostałem całkowicie oszukany przez system totalitarny, że istnieje zu­pełnie inna hierarchia wartości". Kryzys przewartościowania - kryzys bardzo twórczy.
Tyle rodzajów kryzysów. Ich liczbę można oczywiście zwiększyć.  Nie pretenduję do wymienienia wszystkich rodzajów kryzysów.

Jak przezywać swój i cudzy kryzys

Idąc za sugestiami Nuovo Dizionario di spiritualita chciałbym przekazać Wam swoisty  DEKALOG NA  CZAS  KRYZYSU  - zestaw  l0  prostych norm, wytycznych i sugestii. Zastosowanie się do nich może okazać się niezmiernie pomoc­ne we właściwym, twórczym przejściu przez własny kryzys lidera lub też we właściwym towarzyszeniu człowiekowi przechodzącemu przez kryzys. Oczywiście poszczególne no­rmy i sugestie wiążą się ze sobą, czasami ukazują zbieżne rzeczywistości od różnych stron. Mamy tu do czynienia z misterium człowieka, w którym nie można radykalnie oddzielić jednego wymiaru od drugiego.

1. Realizm:  należy usytuować kryzys w jego rzeczywistych wymiarach. Błędy dotyczące przyczyn, treści, rozwoju dane­go kryzysu mogą sprawić, że nie ujrzymy go takim, jakim on jest. Trzeba znać siebie samego i rodzaj kryzysu i zaakcepto­wać te dwie rzeczywistości; zaakceptować nie z pasywną obojętnością, ale ze spokojem i aktywną czujnością. Wielu pośród kryzysu mówi z trwogą: "Świat się wali...,  wszystko mi się zawaliło".  Otóż nie. Świat się nie wali, świat się nie zawali ani przy tym, ani przy żadnym innym kryzysie. Świat przeżyje jeszcze wiele takich momentów i na każdy z nich trzeba spoj­rzeć spokojnie, starając się dostrzec realne jego wymiary.

2.Optymizm:
  trzeba zrozumieć, że każdy kryzys, każda jego forma może być kryzysem wzrostu. Wplata się on mię­dzy moje wczoraj i moje jutro. Ten jutrzejszy dzień nie będzie nigdy taki sam,  jak dzień wczorajszy. Właściwe  przejście  przez  kryzys nie może polegać nigdy na powrocie do stanu z dnia wczorajszego, bo to nie jest możliwe choćby z tego względu, że staję się bogatszy o nowe doświadczenie, ale ten jutrzej­szy dzień może być zawsze lepszy, bardziej twórczy, otwierają­cy przede mną horyzonty zupełnie nowe, horyzonty, których nigdy bym nie ujrzał, gdyby nie przejście przez kryzys. Św. Paweł Apostoł w swym  l Liście do Koryntian pisze m.in. tak:  "Bóg jest wierny i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść,  lecz zsyłając pokusę  (tzn. czas próby, doświadczenia)  wskaże równocześnie sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (l Kor 10,13). A więc nie ma czasu próby ponad siły człowieka. Bóg,  pozwalając na określoną próbę, daje jednocześnie wystarczającą łaskę do właściwego, owocnego przez nią przejścia.

3.Całościowość (globalność): 
 należy rozpatrywać kryzys w jego egzystencjalnej złożoności. Bardzo często dostrzega się tylko jego wycinkowe elementy i symptomy. To, co się dos­trzega, jest podobne do widzenia tylko wystającej ponad po­wierzchnię wody części góry lodowej,  a przecież ona swoimi rozmiarami jest o wiele potężniejsza. Cząstkowość, dostrzeganie tylko niektórych elementów kryzysu albo też doszukiwanie się jego symptomów w najbardziej nawet niewinnych rzeczach sprawia, że się przecenia albo nie docenia wagi całego kryzysu.

4. Kultura:
  trzeba poznać mechanizmy zachodzące w kryzysie i zestaw "pomocy" na czas kryzysu. Przechodze­nie przez kryzys z całym bagażem kulturowym jest gwarancją ewolucji linearnej i kontrolowanej. Kultura nie jest tylko sumą różnych poznań, ale także owocem formacji.
Prosty przykład. Zaczyna się kryzys i mówię: wszystko mi się zawaliło, jestem zupełnie tabula rasa, nie wiem, co ze so­bą zrobić. Tymczasem nie, nikt z nas nie jest tabula rasa. Przy całym ograniczeniu wszystkich ludzkich etapów forma­cji, które były powiązane z domem rodzinnym, szkołą podstawową, średnią, studiami, seminarium, różnymi kursami itd., coś do mojego wnętrza, do mojego wewnętrznego magazy­nu było składane. Teraz, gdy wchodzę w kryzys, mogę zoba­czyć, co w tym magazynie mojego wnętrza, mojego ducha zostało złożone, żeby być może z czegoś skorzystać albo też,  gdy towarzyszę komuś, mogę powiedzieć:  słuchaj, poszukaj w twojej przeszłości, w twojej dotychczasowej formacji, czy może tam znajdziesz jakieś światła na twoje trudne dziś, na twoją noc.
Teologia duchowości ofiarowuje tej właśnie kulturze bar­dzo bogatą literaturę ogólną i specjalistyczną, do której w ra­zie potrzeby można się odwołać. Weźmy tu prosty przykład: moja modlitwa przechodzi przez kryzys, czuję, że z moją modlitwą  jest coś nie tak, że zupełnie zanika. Mogę pójść do w miarę dobrze zaopatrzonej biblioteki i tam w katalogu rzeczowym przejrzeć hasło "Modlitwa". Z kilkudziesięciu pozycji znajdujących się tam zainteresuje mnie być może kilkanaście. W tych kilkunastu pozycjach mogę przeanalizo­wać tylko spis treści i zobaczę, że w kilku z nich mowa jest o tym, co dla siebie uważam za ważne, aktualne. Wczytując się w treści zawarte w tych kilku pozycjach mogę znaleźć światło na czas mojego kryzysu. Podobnie mogę poszukiwać będąc bezradnym wobec problemów innych osób. W ten sam sposób można poszukiwać w różnego rodzaju kryzysach małżeń­skich, rodzinnych, tożsamości, powołania itd.

5. Przykładowość:  należy obserwować doświadczenie kryzysu innych ludzi. Każde ludzkie życie jest jedyne i niepow­tarzalne, ale jednocześnie z każdego ludzkiego doświadczenia mogę wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie i w celu pełniejszej pomocy innym. Podobnie, obserwując doświadczenie kryzysu drugiej osoby, sam mogę się wiele nauczyć. Mogę zobaczyć przyczyny, przebieg, zachodzące procesy itd. Podczas mojego towarzyszenia różnym,  nieraz bardzo ostrym kryzysom ludz­kim,  uczyłem się kilku podstawowych spraw:
-    Zobaczyłem, jak bardzo nielogicznie zachowuje się nierzadko człowiek w czasie kryzysu, zwłaszcza niezmiernie ostrego. Jego konkluzje formułowane w dniu dzisiejszym przeczą konkluzjom wcześniejszym. Ale właśnie zrozumiałem, że tak może zachowywać się człowiek przechodzący przez kryzys.
-    Zrozumiałem, że człowiekowi przechodzącemu przez kryzys trzeba wiele wybaczyć, bo w jego szamotaniu się pośród naj­przeróżniejszych ciemności może być wiele agresji, wiele oporu, chęci pozostania absolutnie samemu, odrzucania towarzyszenia, pomocy drugiej osoby itd., by ciemność była jeszcze większa, aby ten jego "dołek" był jeszcze po­tworniejszy.
-    Zobaczyłem, jak niezmiernie nowe horyzonty otwierają się przed człowiekiem, który w sposób twórczy, Boży przej­dzie przez kryzys, horyzonty, których być może nigdy by nie dostrzegł, gdyby nie było tego przejścia.
-    Nauczyłem się, że potrzeba dużo spokoju i cierpliwości w kon­takcie z przeżywającym kryzys. Często może się wydawać, że to na nic, że i tak nic z tego nie wyjdzie, że przeżywający kryzys i tak nie słucha, i tak błądzi po swojemu. Zdarza się to zwłaszcza w początkowym etapie towarzyszenia prze­chodzącemu przez kryzys; wtedy jakakolwiek pomoc może się wydawać zupełnie syzyfową pracą.
-    Uczyłem się nabierania zdrowego dystansu do osoby przeżywaj ącej kryzys. Gdy ktoś tonie, nie pomogę mu mówiąc: "Twoja sytuacja jest tak potworna, chcę w niej być razem z tobą, poczekaj chwileczkę, zaraz wskoczę do wody i bę­dziemy tonąć razem...".

6. Komunia (jedność)
:  przekazywać innym własne doś­wiadczenie kryzysu. Dzielić się tym doświadczeniem z innymi, wiedząc, że jest to doświadczenie bardzo ludzkie i bardzo powszechne, że nie ma człowieka wolnego od przejścia przez kryzys. Wszelka izolacja, a tym bardziej izolacja pośród prze­żywanego kryzysu, zubaża. Pragnienie komunii to pragnienie znalezienia kogoś, przed kim można by było otworzyć swe serce i prosić o wysłuchanie i wsparcie. I zwłaszcza lider nie powinien przedwcześnie rezygnować z poszukiwania kogoś, przed kim zechciałby otworzyć się ze swoimi dylematami, trudnościami, poszukiwaniami. Taką osobą na pierwszym miejscu jest Bóg.  Z Nim należy dzielić wszystko, także każdy moment kryzysu.  Powiemy sobie o tym j eszcze oddzielnie.  Ale także ludzie mogą stać się towarzyszami mojego kryzysu. Mo­że się to odbywać na różne sposoby:
-   poprzez przyjaźń, czy poczucie solidarności z kimś drugim, poprzez taką więź, w której  jeden niesie brzemię drugiego;
-   poprzez kierownictwo duchowe. Oczywiście zakłada ono zawsze, a tym bardziej podczas przeżywanego kryzysu pełne otwarcie się, bez infantylizmu czy najprzeróżniejszych zatajeń, dlatego, że dany kryzys może być tak skomplikowany czy wieloaspektowy, że potrzeba dużej klarowności, przej­rzystości w mówieniu o sobie, o swoim stanie, by w miarę szybko zobaczyć, o co chodzi,  jakie są rozmiary kryzysu,  jaki przebieg itd. Powiada Kohelet: "Lepiej jest dwom niż jed­nemu, (...) samotnemu biada, gdy upadnie, nie ma drugiego, który by go podniósł" (Koh 4,9a. l Ob).

7. Asceza:  przeżywać kryzys jako czas ostrego oczyszczenia. Asceza wyzwala moce ducha, pozwala odnaleźć jedność osoby, złączyć to, co się rozczłonkowało. Asceza nie jest, nie ma być żadną negacją ciała, ona wskazuje jedynie na prymat ducha i pozwala pokonać te postaci kryzysu, w których człowiek kuszony jest różnymi formami materializmu, wygodnictwa, konsumizmu, seksualizmu, erotyzmu itd. Asceza jest duchową ekologią człowieka, jest stwarzaniem świata duchowo czystego,  w którym człowiek może odważniej i w oparciu o właściwą hierarchię wartości przechodzić przez kryzys. Oczywiście zawsze,  a tym bardziej podczas przeżywanego kryzysu, żadnych praktyk ascetycznych nie można podejmować na własną rękę, gdyż człowiek w tym czasie często zachowuje się nielogicznie i poprzez niektóre praktyki ascetyczne może bardziej sobie zaszkodzić niż pomóc. Jakiekolwiek praktyki ascetyczne można podejmować jedynie po uprzednim uzgodnieniu z własnym spowiednikiem lub kierownikiem duchowym.

8. Zjednoczenie z Bogiem:   należy przeobrazić kryzys nie w przestrzeń odejścia od Boga, ale wręcz przeciwnie - spotka­nia z Nim, choć apatia, sceptycyzm, zmęczenie, poczucie bezsensu mogą doprowadzać do pragnienia  odizolowania się od Boga i ludzi.  Zjednoczenie  z  Nim  to  świadomość  Jego  ciągłej  obecności. Należy podczas kryzysu kontemplować Jego obecność,  Jego misterium. Rozumieć, że On jest dawcą wszel­kiego dobra, że jest Światłem, Mocą, Potęgą. Należy zejść "w głąb", do odkrycia tego, że w głębi mnie samego jestem zawsze, także pośród przeżywanego kryzysu, Bożą świątynią, świątynią Ducha Świętego.
Podam tu prosty przykład. Kiedyś spotkałem pewną oso­bę bardzo poranioną wewnętrznie, która powiedziała mi, że pogniewała się na Pana Boga, gdy była jeszcze w szkole średniej, ponieważ On zesłał na nią jakąś próbę; musiała przej­ść przez pewien kryzys. I postanowiła być w tym zagniewaniu bardzo konsekwentna. I rzeczywiście była konsekwentna po­mimo tego, że na skutek tej konsekwencji życie komplikowa­ło się jej coraz bardziej. Dochodziło do coraz większych dramatów wypływających z kierowania się jakąś swoją, bar­dzo autonomiczną hierarchią wartości. A motyw do tego pogniewania się na Pana Boga był oczywiście tego rzędu, że mógłby być powodem pogniewania się na kolegę,  czy koleżankę na tydzień, nie dłużej. Otóż jeśli człowiek pośród przeżywa­nej próby, doświadczenia odejdzie od Boga, zaszkodzi przede wszystkim samemu sobie.

9.    Modlitwa:  wnieść do całokształtu mojego modlitewnego dialogu z Bogiem sytuację kryzysu. Modlitwa może być czasami krzykiem, wołaniem serca przepełnionego jakimś trudem, jakimś dramatem. I ten dramat należy odnieść do Boga. Jest rzeczą potrzebną, by nie ograniczać, ale wręcz przeciwnie, zintensyfikować modlitwę i życie sakramentalne pośród przeżywanego kryzysu.
W czasie przeżywanego kryzysu jest też rzeczą niezbędną zintensyfikować modlitwę wstawienniczą. Jeśli widzę, że ktoś przeżywa kryzys, jestem zobowiązany modlić się za niego. Oczywiście do tego typu modlitwy potrzeba dużej wiary w jej potęgę. Nie ma modlitwy niewysłuchanej, ale sam Bóg najlepiej wie, jak i kiedy spełnić moją modlitwę. Dla Niego jeden dzień jest jak tysiąc lat (por. Ps 90,4). On tę moją modlitwę może speł­nić za 
jeden "swój" dzień  i  On sam najlepiej wie,  kiedy, wobec kogo i jak moją modlitwę spełnić.

10.    Przepełnione ufnością, zawierzeniem oczekiwanie:
  przeżywać z nadzieją każdy moment kryzysu. Zawierzenie,nadzieja oczyszcza oczekiwanie ze zniecierpliwienia. Ufne oczekiwanie każe zaakceptować także to, co przyniesie jutrzejszy dzień. Oczekiwanie  jest cechą człowieka ubogiego. Piękne jest polskie określenie "ubogi". Ubogi, to ten, który wszystko swoje ma u Boga. Człowiek,  który  otwiera swoje serce i prosi o pomoc drugiego. To ufne oczekiwanie jest znamieniem eschatologicznego myślenia i wartościowania człowieka. Kryzys trwa miesiąc, czy nawet rok, ale cóż to jest w porównaniu z wiecznością.

*  *  *

    Tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć. Życie nasze i tych, dla których i pośród których jesteśmy liderami z pewnością okaże się tak piękne i twórcze, że nie oszczędzi ani nam, ani im przejścia przez niejeden kryzys, a to może ukazać nam przestrzenie zupełnie nowe, pośród których możemy się wspaniale rozwinąć.

[1] W przybliżaniu tej tematyki pójdę częściowo za inspiracjami za­wartymi w Nuovo Dizionario di Spiritualita, Edizioni Paoline, Roma 1982,8.336-354.
[2]  W spojrzeniu na Abrahama skorzystałem z refleksji dr Bruny Costacurty, którymi dzieliła się podczas wykładów nt. Pięcioksięgu na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim.