JESIENNE GRILLOWANIE

Miało miejsce w niedzielne popołudnie, w ogrodzie u Joli i Andrzeja, w otoczeniu młodych świerków i starych jabłoni brzemiennych dojrzałymi owocami, na dywanie z zielonej bujnej trawy. Pogoda dopisała. Było wszystko, słońce, deszcz i wiatr. Frekwencja także była duża. Tych, których nie było zatrzymały obowiązki, bądź jesienne kłopoty ze zdrowiem. Chcieliśmy spędzić czas, jak dawniej, razem z naszym byłym asystentem o. Henrykiem. I było jak dawniej. Każdy przyniósł ze sobą oprócz dobrego humoru sałatkę, ciasto, jakieś warzywa, wędliny lub coś do picia. Stół się nie uginał tylko dlatego, że jest wykonany z grubych topolowych desek. Został przygotowany specjalnie na tą okazję, podobnie jak otaczające go solidne ławki (jeszcze nie pomalowane, bielące się jasną faktura polerowanego drewna). Jola nie robi niczego połowicznie. Przygotowała także wielką przezroczystą folię, która skutecznie ochroniła nas przed deszczem i wiatrem.

Wśród kulinarnych rarytasów znalazły się pieczone na ognisku jabłka, zaś hitem okazały się rymowane wypowiedzi w wykonaniu Dorotki Kujawy. Jej rymowany opis naszej kajakowej wyprawy z początku września zamieszczamy poniżej. Koronawirus był gdzieś na obrzeżach naszej świadomości, trudno się od tego uwolnić, ale trzeba nauczyć się z nim żyć póki co, nie wyrzekając się najważniejszego – bycia i celebrowania różnych wymiarów wspólnoty. Spotkanie przy ognisku jeszcze raz pokazało, jak ważna jest dobra obecność w pobliżu drugiej osoby. Wspólna wyprawa na kajaki i jesienne grillowanie, to doskonałe przygotowanie do nowego roku spotkań naszej WŻCh - owskiej wspólnoty i cenne źródło siły do podjęcia nowych wyzwań.

                                                            

                                                                                                                                                                        Białystok, 27.09.2020 r., WŻCH Magnificat

 

Rymowanka Doroty

To była wspaniała wyprawa wrześniowa, którą każdy uczestnik w pamięci zachowa.

Marzenka Zubrycka o wszystko zadbała, a cudowną niespodziankę ponadto zgotowała.

Na spływie Krutynią było bardzo miło, gdyż nawet wiosło za półmisek robiło.

To Ola z Krzysiem byli tacy mili, i pysznymi ciasteczkami z nami się podzielili.

W Ukcie smaczny obiad pomnożył tą radość, i naszym podniebieniom też uczynił zadość.

A wdzięczność Bogu za piękną pogodę, pozwoliła w skupieniu podziwiać przyrodę.

Cztery godziny niestrudzonego wiosłowania, zostały nagrodzone radością spotkania.

Wszyscy ze zdumienia oczy przecierali, kiedy ojca Henryka dostrzegli w oddali.

Wrażenia z Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, niech każdy uczestnik indywidualnie opowie.

Tego błogosławionego dnia nigdy nie zapomnimy, i nad piękną Krutynię nieraz powrócimy.