OPOWIESCI PIELGRZYMA DO MATKI BOŻEJ ŚWIĘTOLIPSKIEJ

Pomysł wużetchowskiej pielgrzymki do Świętej Lipki narodził się w Białymstoku w pewien piękny wiosenny dzień, w sercu koordynatorki wspólnoty Kefas. Nie było to objawienie, ale jak się później okazało, było to jednak coś więcej niż pobożna myśl. Wyruszyliśmy w piątek, 29 maja po południu. Droga wiodła przez malownicze tereny Podlasia, Mazur i Warmii. Jechaliśmy własnym samochodem i nigdzie nie musieliśmy się spieszyć. Po przybyciu do Świętej Lipki ulokowaliśmy się w Domu Pielgrzyma. Nazajutrz była Wigilia Uroczystości Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny – jeden z dwu największych maryjnych odpustów w Sanktuarium.

Pod wpływem sugestii i wskazówek o. Aleksandra Jacyniaka SJ, przełożonego jezuickiej wspólnoty w Św. Lipce i kustosza Sanktuarium Matki Bożej, postanowiliśmy drugą część naszej pielgrzymki (pierwszą z Białegostoku pokonaliśmy samochodem) odbyć pieszo, idąc drogami wiodącymi przez okoliczne miejscowości. Punktem wyjścia i dojścia było świętolipskie Sanktuarium.

Historia biblijna, którą wybraliśmy jako punkt odniesienia, to oczywiście droga Maryi z Nazaretu do Ain Karin, do Elżbiety. Z każdym krokiem, historia nawiedzenia stawała się nam coraz bliższa, a obecność Matki Zbawiciela coraz bardziej odczuwalna. W WYOBRAŹNI można było wziąć Ją za rękę, ustąpić wygodniejszą stronę ścieżki, usłyszeć głos towarzyszącego podróżnym osiołka.

Piętnastokilometrowa droga wiodła przez piękne okolice, zachwycając uroczymi łąkami, lasem, zagajnikami i wtopionymi w zieleń domami. Nasze myśli biegły chwilami do Maryi i jej drogi, do oglądanych przez nią widoków, do miejsc Jej bliskich, ojczystych. - Co widziała Maryja? Co myślała? Jak przeżywała drogę do domu Elżbiety? Czy bardzo była zmęczona? W tej drodze towarzyszył Jej poczęty w jej łonie Jezus, miłość Józefa, a zapewne także zatroskanie współtowarzyszy drogi. W jakiś sposób i my uczestniczyliśmy w Jej drodze, która przecież był i drogą wiary. Może niektórzy z nas zadawali sobie pytanie czy i nasza droga będzie owocnym trudem?

Zamek Krzyżacki w Bezławkach z 1377r., obecnie kościół filialny pw. św. Jana Chrzciciela, z tajemniczym przyległym cmentarzem, wprowadził nas w stan zadumy i wspomnień o przeszłości tego miejsca i tych ziem.

Człowiek żyje także chlebem (choć nie samym). Poczuliśmy tam głód. Piękny krajobraz i śpiew wiecznie głodnych wróbli w pobliskich zaroślach, towarzyszyły naszemu posiłkowi, dodając smaku żółtemu serowi, który odtąd nazywać będziemy „pielgrzymim” (prawdziwa marka znana tylko uczestnikom).

Porywy wiatru, nie zawsze łagodne, przypominały nam o nadchodzącym Święcie Zesłania Ducha Świętego, a wyginające się pod jego wpływem konary drzew, ścielące się nisko trawy i jeszcze zielone  zboża, przypominały o dniu  pięćdziesiątnicy, kiedy to zebrani usłyszeli szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru.

W sobotę o 21.00, zgodnie z odpustową tradycją, miał miejsce Apel Jasnogórski z zawierzeniem się Matce Bożej przez przybyłych na uroczystości odpustowe Jezuitów.

Różaniec a potem czuwanie w bezpośredniej bliskości wizerunku Matki Bożej Świętolipskiej, jakby w Jej objęciach, upajało duszę, wyciszało, zanurzało jakby w inny świat.

Msza św. o północy napełniła nas nową mocą, pobudziła, orzeźwiła. Było to kolejne wylanie się Ducha św., przyjście Pocieszyciela, Obrońcy, Adwokata, MOCY NAJWYŻSZEGO. Ile jeszcze razy musi przyjść, aby pokonać nasze zamknięcie i wypełnić nas do końca, do pełna.

Stary, wysłużony dobry Volkswagen przypominał o swoim wieku, ale bezpiecznie dowiózł nas do Białegostoku. Po drodze zatrzymaliśmy się w Ełku.  Na przystani (kei) urządziliśmy sobie piknik. Zgłodnieliśmy ponownie. Na szczęście zostało nam jeszcze dużo prowiantu (tradycyjnie).

Mieliśmy piękną „pielgrzymią” pogodę. Nie było za gorąco i nie padał deszcz. Matka Boża zadbała o swoje dzieci. Bezpiecznie wróciliśmy do domów, aby zacząć - opowieści pielgrzyma.

Aleksandra Popławska

PS. Opis innych ciekawych miejsc i wrażeń niech przekażą pozostali pielgrzymi.