Wakacyjne niespodzianki – Różanystok

Trzeba być otwartym i czasem dać się zaskoczyć, jeśli chce się przeżyć coś niespodziewanego. Zaproszenie do Różanegostoku było zaskoczeniem. Jeszcze większym było to, w czym mieliśmy uczestniczyć. Wiedzieliśmy, że będzie tam Msza św. połączona z aktem zawierzenia Matce Bożej. Intrygujące w zaproszeniu było polecenie zabrania ze sobą białej róży i kanapek (dla siebie i bliźniego).

Jola Żero-Grochowska, Ola i Krzysztof Popławski, Ewa Gołko, Marzena Zubrycka, Iwona Milanowska i Mirosława Ostrowska „dały się zaskoczyć” w pochmurny sobotni poranek (15 lipca) i wyruszyły z Białegostoku w drogę. W miarę zbliżania się do Sanktuarium pogoda się poprawiała, aż pokazało się czyste prawie bezchmurne niebo z pięknym słońcem i lekkim wiaterkiem przyjemnie chłodzącym nasze twarze.

Mszę świętą w południe, w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, poprzedziła adoracja Najświętszego Sakramentu przed ołtarzem Cudownego Obrazu. Cała adoracja odbyła się w ciszy. Mieliśmy o nic nie prosić tylko dziękować.

Potem była Msza św., której przewodniczył o. Henryk. W homilii poświęconej Matce Bożej ukazał Ją jako całą Bożą, całą ludzką i całą piękną. Zawierzenia dokonaliśmy przed błogosławieństwem końcowym. Zaraz po tym akcie, każdy mógł podejść i ofiarować Matce Bożej różę wkładając do stojącego przed ołtarzem wazonu. Trzeba było trochę czasu, aby kilkadziesiąt osób oprócz nas wypełniło stojący wazon różami (wiadomo przecież, że matka Boża, jak każda kobieta, kocha róże).

 

 

 

Po Mszy św. osoby, które chciały i mogły dłużej zostać zebrały się w ogrodzie na tyłach plebanii na posiłek złożony z tego, co każdy przywiózł. A było tego sporo i w doskonałej jakości. Posilając się i śpiewając (znaleźli się odważni), odnawiając dawne znajomości albo zawierając nowe miło spędzając czas.

Zwieńczeniem, czyli „garścią wisien na torcie” było dzielenie się przeżyciami z modlitwy w Sanktuarium, z adoracji, Mszy św., i własnymi odczuciami z całego spotkania. Maryja, jak dobra mama zorganizowała wszystko: kościół był przystrojony świątecznie (prawdopodobnie na wieczorny ślub), nie było w nim prawie nikogo oprócz nas, usługiwał nam życzliwy zakrystianin, znalazł się organista, pogoda była wymarzona i wszyscy czuli się tak, jakby już się znali.

 

I jeszcze coś powtarzało się w rozmowach pod wielką rozłożystą jabłonią wI jeszcze coś powtarzało się w rozmowach pod wielką rozłożystą jabłonią wróżanostockim ogrodzie – wszyscy mieli przekonanie, że osobiście został zaproszony przez Maryję.

WŻCH35Białystok

17.7.2017